Monika-J

Ślub Moniki I Michała 28.07.2012 - relacja !

Cześć Kochane!!
O ja niedobra..... moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina ... Wiem, że obiecałam notkę dużo wcześniej ale jednak bycie żoną w pierwszych tygodniach nie jest proste ;)
Musimy ogarnąć remont naszego pokoiku, zamówiliśmy łooooooże małżeńskie, lampę i takie tam pierdołki. Już powoli wygląda to jakoś znośnie :)



Mam złą wiadomość. Dobrą też ;) Ale zacznę od złej - nie mam jeszcze zdjęć ... fotograf da nam płytkę jak już będziemy odbierać album itp. Ale możecie je zobaczyć tu http://www.vertis.pl/albumy/uwiecznieni/monika-i-michal oraz tu http://www.vertis.pl/albumy/uwiecznieni/monika-i-michal-plener. Hasło to monika :) Jak już będę miała je na płytce to wiadomo, że wkleję na bloga troszke :) Mam jednak nadzieję, pooglądacie sobie je na tych stronkach i zaspokoicie choć troszkę ciekawość hihi :)

Dobra wiadomość taka, że oto przedstawiam Wam relację:

PIĄTEK:
Wielka podnieta, że to już jutro! Ha :D wstałam, dopinanie wszystkiego na ostatni guzik.
Druga i ostatnia spowiedź przedślubna też nas nie ominęła :) Wieczorem małe winko ze świadkową, rodzicami i TŻ. Potłukła mi z koleżanką kilka talerzy pod drzwiami haha było wesoło :)

SOBOTA:
Ten wielki dzień. Ja zupełnie na luzie, odziwo :) Wstałam o 7.30, włączyłam sobie Vivę i nastroiłam się muzycznie hihi Spojrzałam za okno a tam piękna pogoda. Ahhhh wymarzony dzień :)
Suknia wisiała na wieszaku. Poszłam się wykąpać, zjadłam bułkę i na 9 byłam umówiona do fryzjera. Wyszło pięknie... Mama była ze mną bo zaraz po mnie się czesała. Od 9 towarzyszyła mi Beata - fotograf. Podczas czesania zadzwonił TŻ, wymieniliśmy kilka zdań o samopoczuciu i tyle hihi Bardzo poprawił mi humor, który i tak mi dopisywał. Nadal byłam na luzie.
Gdy wpięto mi welon już zaczynałam czuć, że TO się dzieje. Że już coraz bliżej.
O 11 poszłam na makijaż. Wyszło cudnie. Miałam doklejone kępki rzęs, które trzymały mi się chyba z 5 dni! :D a miały się zmyć na drugi dzień haha. U kosmetyczki okazało się, że dojechała już mama TŻ z siostrami i bratem TŻ oraz jego kuzynami. Zaczęłam się stresować. Trzęsłam się jak galareta, gadałam jak najęta hahaha zawsze tak mam jak się stresuję ;)
Poszłam do domu a tam już troszkę ludzi. Wszyscy podziwiali mój wygląd. Czułam się cudownie, jednak nadal byłam gadającą galaretą, kręcącą się bez celu po mieszkaniu. Nadeszła nareszcie godzina ubierania. Nie było problemów na szczęście :) Poszło sprawnie. Spryskałam się moim Moschino, który czekał na TEN dzień szczelnie zapakowany. Godzina 14, siostry przyprowadziły do mnie TŻ. Trzęsłam się masakrycznie, nie mogłam powstrzymać płaczu. TŻ zaniemówił z wrażenia gdy mnie zobaczył. Ja zawołałam go szybko i mocno wtuliłam się w niego. No i poryczałam się. Trzęsącymi rękoma wpięłam mu butonierkę :) Nadszedł czas na błogosławieństwo. Wszyscy byli wzruszeni, tata najbardziej - w końcu wydaje za mąż swoje jedyne dziecko, swoją córeczkę kochaną.
Sąsiedzi zrobili nam 2 bramy. Zeszliśmy na dół i zobaczyłam nasze cudowne autko. Jeeeeeej ... Wsiedliśmy, wszyscy nam machali, trąbili, ludzie kłębili się w oknach i na balkonach. Czułam się jak gwiazda. :)
Do Kościoła wprowadził mnie tato. Przed nami szła moja mała kuzyneczka z bukiecikiem. Tak chciała to tak miała ;) Tato oczywiście wzruszony.
Msza była piękna. Gdy usłyszałam skrzypce łzy napłynęły mi do oczu. Całą mszę M. trzymał mnie za rękę. Ksiądz był super!! Uśmiechał się do nas, mówił nam co zaraz nastanie, tłumaczył co mamy robić itp.
Nadszedł moment przysięgi. TŻ już nie taki na luzie, cwaniak haha Mówiliśmy przysiegę patrząc sobie głęboko w oczy. TŻ mega poważny, zestresowany a mi się za to chciało śmiać i mówiłam z uśmiechem na twarzy. Pod koniec już całkiem się roześmiałam.
Potem obrączki. Ja nie miałam problemów z włożeniem natomiast mi palec spuchnął ale daliśmy radę. Na przyjęcie Komunii ksiądz poprosił nas aż do ołtarza, wtem rozbrzmiało Ave Maria na skrzypcach.... Coś cudownego.
potem podpisy i cały stres zszedł z nas :)
Po kościele pojechaliśmy na salę bo był straszny skwar i życzenia zrobiliśmy w środku.
Przed wejściem strzeliły tuby z płatkami. Genialny efekt! :) Pod kościołem niestety nam nie pozwolili :/ Ale to też super wyszło. Chleb, sól, kieliszki z wodą ;) Potem toast - szampan, sprzątanie kieliszków, gorzko, obiad.. Przez całe wesele praktycznie nic nie zjadłam. Nadszedł czas na pierwszy taniec. Stresowałam się tym bo TŻ nie zawsze ma poczucie rytmu.... ale wyszło całkiem dobrze :)
Potem tańce, tańce i jeszcze raz tańce. Wszyscy świetnie się bawili. DJ bardzo dobrze grał. Wszystkim się podobało :) ok 22 był tort. Troszkę się zawiodłam na jego wyglądzie ale już nic nie mogłam poradzić... Trudno ;) Potem były podziękowania dla rodziców. Piosenką dla nich była Tina Turner - Simply the best. Uznałam, że to będzie dobre bo uniwersalne, żaden wyciskacz łez ;) Choć tata i tak płakał cały utwór ;P
o 1 w nocy puszczaliśmy z gośćmi lampiony. Wyszło nieziemsko. Każdy był zaskoczony naszym pomysłem jak i późniejszym efektem :) Na żadnym weselu w rodzinie nie było takiej atrakcji.
Tak naprawdę koło 21.00 byłam już mega zmęczona i bolał mnie brzuch :( Marzyłam żeby iść już do hotelu spać. Ale wytrzymałam ;) Zmyliśmy się parę minut po 2. W hotelu jeszcze pocykaliśmy z fotografem troszkę zdjęć ale to już takie tylko dla nas :) Potem noc poślubna :) Odziwo była spełniona :D choć każdy mówił, że będzie inaczej ;P po tym padliśmy już całkiem i obudziliśmy się na śniadanko ;)

NIEDZIELA:
Troszkę gości jeszcze u nas było w mieszkaniuna kawce przed powrotem do domów. Wróciliśmy z hotelu, posiedzieliśmy. Cały dzień byłam jakaś niekumata. Potem oglądanie prezentów. Z takich rzeczowych to dostaliśmy odkurzacz, który bardzo się przyda oraz wanienkę dla dzidzi :) Cieszę się, że bilecik w zaproszeniu z prośba o książki i wino zamiast kwiatów przyniosło skutek. Dostaliśmy tylko 2 bukieciki a reszta to butelki wina i książki :) mam co czytać. I dla dziecka nawet bajki mamy ;)

Ogólnie byłam mega zadowolona. Do dziś żałuję, że to już po. Brakuje mi tych przygotowań, tego zamieszania ahhhh Jak dobrze mają Ci, co czekają jeszcze na ten dzień ;)
Ale z drugiej strony mam już swojego MĘŻA :) I to jest najważniejsze.

Teraz ogarniamy jeszcze papierologię związaną ze zmianą zamieszkania, nazwiska itd ;)

Jeszcze raz przepraszam za brak zdjęć w notce. Jak tylko dostanę płytę, wkleję je tu :)

Buziaki !!!!! :*:*:*:*:*

Udostępnij ten post