Monika-J

Wycieczka

Tak jak pisałam w poprzednim poście, udałam się z mężem na rocznicową wycieczkę :)
Z samego rana pojechaliśmy najpierw na Czantorię. Wjechaliśmy na górę kolejką linową. Już w połowie drogi widoki były przepiękne.






Na górze zjedliśmy kanapkę, napiliśmy się wody i rozejrzeliśmy się. Czy też tak macie, że na wycieczkach kanapki najlepiej smakują? ;))


Później weszliśmy jeszcze wyżej, bo zobaczyłam na mapce, że dojdziemy wtedy do Czech. Musiałam się tam znaleźć. Po drodze ponarzekałam, że nogi bolą, że to, że tamto. Nie jestem stworzona do górskich przechadzek ;)) Po czeskiej stronie czekały na turystów budki z jedzeniem, bufet miłej Czeszki, oraz wieża widokowa. Nie weszliśmy jednak na nią bo liczą sobie 6zł za wejście za osobę... Stwierdziliśmy, że widok z Czantorii w zupełności nam wystarczy ;] W bufecie podawali czeskie przysmaki i piwko. Postanowiłam, że napiję się Złotego Bażanta. Co prawda kubeczek z innego piwa. Coś z tyłu kubka jest napisane po czesku i nie wiem co. Może ktoś z Was wie? ;) Jestem ciekawa co to znaczy.





Po odpoczynku schodziliśmy już na sam dół. Postanowiłam, że nie pójdziemy na łatwiznę i nie zjedziemy kolejką, tylko zejdziemy szlakiem. Oj ciężko było. Kamienie wpijały mi się w stopy przez podeszwy i było bardzo stromo.



Po około godzinie schodzenia znaleźliśmy się już na upragnionym "lądzie" ;)) Przebrałam się w czyste rzeczy i sandałki uff tramposzki poszły do kosza ;]
Pojechaliśmy do centrum Wisły. Niestety zdjęć nie mam bo aparat został w samochodzie :( W każdym razie było mnóstwo straganów. Od wyrobów koronkowych, drewnianych, poprzez różne przysmaki, lody, gofry aż do regionalnych trunków. Nazwa jednego trunku była ciekawa "Kurwica góralska". Czy zbójnicka? Ah w każdym razie Kurwica. Musiało być mocne ;)

Po tym pojechaliśmy na obiad. Przy wyborze miejsca pomógł mi serwis Gastronauci.pl. Popatrzyłam, poczytałam i wybór padł na najbardziej polecane miejsce, czyli KARCZMA DREWUTNIA.
Położona jest z dala od drogi głównej, w Wiśle Czarne. Niedaleko tego słynnego wodospadu :) Nie powiem, nie umieliśmy tam trafić. Nawigacja pokazuje, że nasz cel już jest a tu karczmy brak. Schowana jest dobrze w zagajniku :) Przydałaby się większa reklama!
Pojechaliśmy z zamiarem zamówienia kwaśnicy i placków po zbójnicku i góralsku.
Tak też zrobiliśmy :)
Już na wejściu w Karczmie pachniało jedzeniem. Zwłaszcza kwaśnicą. Powiem szczerze, że pierwszy raz w życiu jadłam tę zupę. Coś cudownego !!!

Troszkę flesz się odbił w zupie, ale do rzeczy. Kwaśnica prze-pysz-na !! Delektowałam sie nią. W powiecie Żywieckim znana jest kwaśnica klarowna. Tu natomiast jest zabielona śmietaną. Bardzo dobrze doprawiona, kwaśna, z wędzonką, ziemniaczkiem. Mniam! Jeszcze nie raz tam zawitam właśnie ze względu na kwaśnicę. Koszt to 6zł. Talerz dość spory, więc opłacało się. Zresztą smak rekompensuje nam wszystko ;)

Drugie danie to placki. Dla mnie po zbójnicku czyli z gulaszem, a mąż zamówił po góralsku, czyli z boczkiem smażonym, ogórkiem i smietaną. Porcje tych placków były tak duże, że połowę kazaliśmy sobie zapakować. Gdyby nie zupa to może byśmy zmieścili ;)



Placki ziemniaczane są dość specyficzne, ponieważ pieczone na blaszy bez grama tłuszczu. Takiego placka nigdy nie jadłam. Całkiem inne niż te nasze, smażone na oleju. Te są cieńsze i takie jakby piankowe. Cudownie mięciutkie, rozpływają się w ustach. I smak całkiem inny :) Mój gulasz rewelacja. Pikantny, a mięsko tak miękkie, że aż się rozpadały niektóre kawałeczki. Placków męża nie próbowałam, gdyż nie przepadam za takim połączeniem smaków :) Ale jemu baardzo smakowało.
Jednym słowem NIEBO W GĘBIE !!!! Polecam z całego serca tam się wybrać.
Kiedy tylko będę w Wiśle będę jadać właśnie tam.
Danie to 3 placki plus gulasz, tudzież boczek, ogórki i śmietana. Cena: 20zł.
 Za taką wielką pyszną porcję to mały koszt.

Obsługa bardzo miła :) Podobno warto spróbować tam jeszcze golonki i pstrąga :)

Po takim jedzeniu marzyłam tylko o powrocie do domu, prysznicu i wylegiwaniu się na kanapie.. ;))

Udostępnij ten post