Monika-J

Moim okiem o karmieniu piersią

Cześć :)
Ten post miał się ukazać już dawno, ale ukazuje się dziś. Do napisania go natchnęło mnie wiele rzeczy, ale przypomniała mi o tym też dyskusja jaka zrodziła się wczoraj w grupce mamuś (pozdrawiam Was dziewczyny :*). Zaczęło się od artykułu, który możecie znaleźć TU.

Już wiem, że pod tym postem znajdą się komentarze, jako, że jestem złą matką, że jestem niepoważna, głupia, że jak mogę krzywdzić dziecko itp. No właśnie ..... Dlaczego tak jest?



Bardzo chciałabym, aby mnie szanowano tak samo jak szanuje się matki karmiące. Ja Was szanuję, że karmicie, dlaczego nie możecie szanować mnie? Jestem gorsza? Równie dobrze ja mogłabym mówić "aaaa po co karmicie, to bez sensu, szkoda nerwów itp.", ale nie powiem, bo szanuję decyzje każdej kobiety. Każda z nas wie co jest dla naszego dziecka najlepsze. Dla mnie najważniejsze, aby była szczęśliwa i jeśli chodzi o jedzenie - dobrze przybierała na wadze.

Ale od początku...

Gdy chodziłam na szkołę rodzenia, był poruszany temat karmienia piersią. Położna uczyła teorii jak to robić, uczyła pozycji karmienia, mówiła o tym co dzieje się w naszych piersiach itp itd. Mówione było, że nie ma czegoś takiego jak brak pokarmu, lub też pokarm słaby i niewartościowy - to w teorii. A w praktyce? Ile razy czytałam/słyszałam jak Matki mówiły, że ich dzieci się nie najadają. Ile razy nawet pediatrzy mówili im "czas na mm, bo Pani dziecko nie przybiera dobrze na wadze" a karmiły normalnie na żądanie tak jak jest to nakazane. Nie, to nie opowiastki wyssane z palca, a prawdziwe wypowiedzi. Jednak na szkole rodzenia jeszcze nie byłam obyta w temacie i nie miałam zbytnio kontaktu z innymi świeżo upieczonymi mamami, pomyślałam no ok, niby proste to karmienie. Jakoś dam radę.
Już od dwudziestego któregoś tygodnia ciąży siara wyciekała mi z piersi. Czasem tak bardzo, że zaopatrzyłam się we wkładki laktacyjne. Pomyślałam, że pewnie będę miała mnóstwo pokarmu i wszystko będzie dobrze.
Dzień porodu. Laurka ląduje na moim brzuchu. Łzy szczęścia, ja obolała..... Prawie się wywróciłam, gdy przekładano mnie z łoża porodowego na łóżko szpitalne. Zawieziono mnie na salę poporodową i Laurka leżała obok mnie. Nie mogłam się ruszać taka byłam słaba i obolała.
-No wzięłaby Pani to dziecko - usłyszałam od położnej.
Myślę kurcze jak ją wziąć, ja taka martwa prawie... Ok wzięłam. Kazała mi położna przystawić do piersi. Ścisnęła brodawkę "ała!" i mówi, że leci coś, więc mogę przystawiać. Coś tam mi pomogła. Laura jednak nie bardzo chciała ssać lub nie umiała. Mam duże i miękkie brodawki. Sama nie umiałam wpakować jej do buzi Laury a ona nie umiała zassać. Nie dziwię się. Trudne są w obsłudze te moje piersi. Na szczęście miałam przy sobie nakładki silikonowe. Pomyślałam, że w nich może jakoś pójdzie. Na początku, przez 2 doby było nawet dobrze. Położna przychodziła co jakiś czas pytać czy nie trzeba butli a ja szczęśliwa, że sobie radzę odmawiałam bo przecież miałam pokarm. Trochę bolało przy karmieniu ale pomyślałam, że może tak ma być. Laurka zassała, ale sutek najwyraźniej nie układał się dobrze w tej nakładce i ssała samą końcówkę. Brodawki bolały i krwawiły. Kolejna doba - ból przeokropny. Bałam się każdego kolejnego karmienia, bo wiedziałam co mnie czeka ....  Modliłam się, aby już wyjść ze szpitala i oszczędzić cierpienia sobie i Laurze. Ja płakałam z bólu, a Laurka nie najadała się, ciągle płakała z głodu. Wyszłyśmy w 5. dobie w Wigilię.
Przywitanie z rodziną, pakowanie, nakarmienie i podróż do moich rodziców na kolację wigilijną. Przed kolacją już łzy w oczach bo wiedziałam, że muszę nakarmić Laurkę ... Wzięłam ją na ręce i przystawiłam ... Mama widziała jaki to dla mnie ból ... A dziecko głodne... Laura płakała, ja płakałam, już sama nie wiem która głośniej. Decyzja: mąż pojechał po mm do apteki. Jaka to była dla mnie ulga widząc jak Laurka pięknie pije z butelki. W końcu byłyśmy szczęśliwe. Ja nie taka obolała, Laurka najedzona. Chciałam jeszcze mojego mleczka jej dawać trochę, tyle ile mogę i zakupiłam laktator. Padło na Medela Swing. Cudowne urządzenie!!!!! Odciągałam, odciągałam.... po 60-90ml na dzień. Bardzo mało. Aż w końcu zanikło.

Nie czuję się złą matką. Wybrałam mleko NAN2 ze wszystkimi składnikami potrzebnymi do rozwoju. Laura jest szczęśliwa i ja jestem szczęśliwa. Nie była i nie jest głodna. Dobrze przybiera na wadze. Nie rozumiem dlaczego jestem tą gorszą. Bo nie karmię piersią ? Rozumiem, że lepiej gdybym karmiła ze łzami w oczach i nienawiścią i żeby Laura była ciągle głodna ? Wtedy byłabym dobrą matką ?
Teraz panuje moda na karmienie. Bo to najlepsze, bo to naturalne ... Jak widać u nas to było utrudnione. I nie tylko u mnie. Ze wszystkimi mamami z jakimi miałam styczność tylko 3 lub 4 karmiły piersią 3 miesiące wzwyż lub nadal karmią. Czy to też złe matki?
Dobija mnie jeszcze jedna rzecz. Świeżo po urodzeniu były telefony, potem odwiedziny. Wszystko ładnie, pięknie, ale dlaczego każdy pyta czy karmię? Co to kogo obchodzi ? Dlaczego to musi być wyznacznikiem? Dlaczego nikt nie spyta "i jak tam Laura? zdrowa?" Nie... lepiej zapytać "Karmisz?"  Skąd takie zaglądanie kobietom w cycki?
Gdy położna przyszła na pierwszą wizytę do domu strasznie się bałam. Od samego rana bolał mnie żołądek i rozpaczałam - jak ja jej powiem, że nie karmię? Boże... ona mnie pewnie wyzwie od złej matki itp." Na szczęście trafiłam na świetną położną. Zapytała co dziecko je, powiedziałam, że sztuczne mleko. Zapytała tylko jakie i powiedziała, że trzeba dopajać herbatką. I tyle! Zero wjeżdżania na moją psychikę. I oby więcej takich położnych.

Ja broń Boże nie neguję karmienia! Absolutnie nie. Nie taki wydźwięk miał mieć ten post.
Karmicie piersią? Świetnie! Też chciałam, lecz nie wyszło.
Nie chcę tylko być z tego powodu szykanowana. Ja niekarmiąca szanuję karmiące. Oczekiwałabym tego samego.
Moim zdaniem każda kobieta powinna mieć wybór. Nic na siłę!
To tak jakby linczować te, które rodziły poprzez cc a nie sn ... Chociaż też o takich przypadkach słyszałam, że to nie prawdziwa kobieta skoro miała cc. To bardzo przykre.

Na koniec wypowiedź mojej znajomej, która fajnie podsumowała mówienie o tym, że nie ma czegoś takiego jak brak pokarmu/niewartościowy pokarm:
"Byłaś w piersiach wszystkich karmiących kobiet? Nie. Więc gadaj o swoich, a nie o czyichś."

Z mojej strony jeszcze dodam, że jeśli zdecydujemy się kiedyś na drugie dziecko to już nie będę sobie dawała w kaszę dmuchać, będę bardziej odporna psychicznie i skoro pierwsze dziecko pięknie rośnie na mm to drugie prawdopodobnie też tak będzie. Takiej budowy są moje brodawki i to się już nie zmieni. 

Bardzo mi miło, jeśli dotrwałaś/dotrwałeś do końca tego posta. Nareszcie wyrzuciłam z siebie to co już dawno się we mnie kłębiło. Dziękuję dziewczyny (wy wiecie:*), że natchnęłyście mnie do napisania tego. Nareszcie mi lżej.

Udostępnij ten post