Monika-J

Jak blogerzy podnoszą mi ciśnienie



Siedzę sobie na Facebook'u. Może to puste, może marnuję czas, ale co tam. Lubię sobie przysiedzieć przy komputerze. Patrzę - grupa "Blogerzy". Pomyślałam, że wejdę i dołączę do grupy, a nuż coś ciekawego się tam dzieje. Może przydadzą mi się jakieś kontakty, które kiedyś wykorzystam, nie wiem. Wchodzę i co widzę? Na samą myśl ciśnienie mi skacze. Komcie za komcie, obserwacja za obserwację ... Boże widzisz i nie grzmisz !!!


Sytuacja 1.
"..........tu adres bloga ..... Obserwacja za obserwację ?"
Iiiiiii leci lawina komentarzy z adresami kolejnych blogów, które zaobserwowały i oczekują rewanżu. Ludzie! Dziecinada! Co Wam da to, że nastukacie sobie setki obserwatorów, którzy nawet na chwilkę nie zajrzą na Waszego bloga, a tylko trzepią kolejne puste statystyki ? Co Wam to da ja się pytam ? 
Ja wolę mieć mniej obserwujących, ale za to takich, którzy wejdą i przeczytają to co piszę. Oczywiście ucieszę się, jeśli takowych mi przybędzie i taki też mam plan, ale nie do cholery prosić się na grupie, by ktoś mnie zaobserwował :) Zresztą dla mnie bardziej liczą się unikalni użytkownicy, niż obserwatorzy Bloggera, a i tych właśnie jest więcej. Na dzień 4 stycznia UU jest koło 800, 
a obserwatorów Bloggera tylko 233. Widzicie jaka różnica? 
Ba ... Niektórzy nawet nie wiedzą kto to UU..... Ok, można nie rozumieć, ale jak już się zrozumie
 i pojmie ideę Google Analytics to radzę go wcielić w życie swojego bloga :)

Sytuacja 2.
"Brakuje mi 10 obserwatorów do 340 !!! Kto zaobserwuje?"
O żesz .... A co jej da, że będzie miała 340 obserwujących? Dlaczego akurat 340, a nie na przykład 546 ? No i w ogóle patrz punkt 1. :)

Sytuacja 3.
"Obs za obs, kom za kom"
Ba już nawet widziałam, że kto jej skomentuje jednego posta, one w zamian skomentuje dwa.
 Normalnie targowisko !!!!!! Ja wolę, by ktoś pod postem napisał własne zdanie, jakiś mądry komentarz, a nie "słitaśne" wypociny o dupie maryni z dopiskiem "zapraszam do mnie" albo "obserwujemy?" Lubię wiedzieć, że to co napisałam wzbudziło w Was jakieś emocje i macie ochotę skomentować. Po co wymuszać na kimś komentarze i handlować nimi jak przekupki na ryneczku?

Sytuacja 4.
"Błagam napiszcie mi pomysły na post"
Kurcze nie mam weny, to nie piszę! Proste jak budowa cepa. Jak ja bym miała pisać na temat, który wybierają mi czytelnicy, to bym pewnie leżała i kwiczała. Bloga piszę na taki temat, w jakim czuję się dobrze. Jeżeli się spodoba czytelnikom to fajnie. Jeśli nie? Też fajnie, bo przynajmniej wiem, że wzbudziłam w czytelniku jakieś emocje. A emocje mamy i pozytywne i negatywne. W każdym razie emocja to emocja, nie ważne jaka :) W każdym razie osoby, które błagają, by podsunąć temat notki bardzo mnie śmieszą. 

Sytuacja 5.
"Jak napisać do firmy ofertę współpracy?"
Przyznam szczerze, że może 3 razy zdarzyło mi się napisać, ale byłam głupia. Myślałam, że jak mam bloga to należą mi się gratisy :) Niestety tak kolorowo nie jest. Trzeba mnóstwo pracy włożyć w bloga, by przynosił zyski. Oczywiście mówię tu o zyskach pieniężnych, a nie o współpracy na zasadzie ja mam banerek a Ty mi wyślij jakiś gratisik. Na początku blogowania strasznie cieszyłam się, gdy ktoś chciał mi coś wysłać w zamian za banerek na pasku bocznym. Teraz wiem, że taka współpraca to o pewną część ciała roztrzaść. Jeżeli o blogowaniu myślimy poważnie i chcemy zarabiać pieniądze to niestety, ale na takich współpracach daleko nie zajdziemy. Chyba, że zakładamy bloga po to, by zbierać darmowe przesyłeczki. Ok, wtedy płaszczmy się przed firmami. Jednak sądzę, że firmy tak czy siak 90% takich meili wyrzucają do kosza. 


A teraz takie małe zakończenie, nim zasypie mnie lawina negatywnych komentarzy (choć takie też są pożądane). Tak, na początku mojego blogowania miałam banerki na stronie i dostawałam kilka gratisów. Tak, na początku blogowania napisałam kilka razy do firm. Nigdy jednak nie stawiałam na obserwację za obserwację i komcie za komcie. To już nie te czasy. Pomyślicie, że mądrzę się, bo przeczytałam książki Kominka i świecę. Tak, przeczytałam je i nie zawaham się ich wcielić w moje blogowanie. W końcu nie napisał ich po to, by zaszkodzić tylko, by pomóc. Gość zna się na rzeczy, dobrze zarabia, a teraz radzi innym. Ja postanowiłam dobrze na tym wyjść i także wcielać w życie jego wskazówki. Nie czytaliscie? Czytaliście, ale twierdzicie, że Wam niepotrzebna ta wiedza? Wasza sprawa. Tym oto optymistycznym akcentem kończę i uciekam pić kawę. 
Do męża się jeszcze przytulę, o! :)

Udostępnij ten post