Monika-J

Mamy październik

Ktoś miał rację mówiąc, że jak już ma się dziecko to czas strasznie szybko leci. 
Obudziłam się rano i pierwsze co zrobiłam, to spojrzałam na telefon i ..... cooooo ? Już październik ?



Uświadomiłam sobie nagle, że za 11 dni skończę 24 lata a do porodu zostało 127 dni. 
Zaraz... Przecież niedawno suwaczek pokazywał 300 dni.
Panika mnie ogarnia coraz większa. Nie jestem gotowa. Nie jestem ... Liczę, że jednak to się szybko zmieni i inaczej spojrzę na rzeczywistość.

Tymczasem jak tu się z czegokolwiek cieszyć? Za oknem już szaro, jesiennie... W brzuchu mi burczy ;) Czas wstawić jakiś obiad. Albo nie ... Porozkoszuję się jeszcze chwilą, w której mąż odsypia nockę, a Laurka ma drzemkę a pan fachowiec ogarnia łazienkową demolkę. 

Uwierzcie mi .. Mam już dość. Nawet komputera nie chciało mi się otwierać, gdy widziałam na nim taką warstwę kurzu. To nie tak, że nie sprzątam, ale kto miał remont ten wie, jak mieszkanie wygląda. To nic, że w rozsypce jest tylko łazienka. Tak naprawdę każde pomieszczenie odczuwa ten nieład.

Zapomniałabym - wczoraj był Dzień Chłopaka. Mąż mnie może zabić, ale zapomniałam złożyć mu życzeń. Z resztą ja tam uważam, że on chłopakiem już nie jest. Jest mężczyzną (czy ktoś wymyślił Dzień Mężczyzny?). Zakładając jednak, że to było Jego święto, Laura zrobiła prezent tatusiowi :)
Nareszcie, po 21 miesiącach i 11 dniach beztroskiego życia, powiedziała świadomie TATA.

Do tej pory, gdy pytałam gdzie tata, to rozkładała ręce i mówiła "emaa" to znaczy, że nie ma, 
lub pokazywała na niego i mówiła "ee".
Wczoraj huśtając się wskazała palcem na mnie "mama" i na niego "tata". 
Uwierzcie lub nie, poryczałam się :)

Udostępnij ten post