Monika-J

Angielskie zakupy cz.1 - mama

We wtorek odebrałam rodziców z lotniska całych i zdrowych. 
Modliłam się, żeby nie było mgły. Wiadomo, że wtedy loty są utrudnione i ludzie koczują na lotniskach ... Na szczęście była piękna pogoda :)
Mama przywiozła mnóstwo rzeczy - od ubrań, poprzez słodycze, aż po świeczki urodzinowe hihi. Najwięcej ubrań jest dla Laury i maluszka.
Dziś jednak chcę Wam przedstawić moją porcję:)

 Kompletnie nie spodziewałam się torebki. Ma piękny, malinowy kolor. Niestety zdjęcie nie oddaje jej rzeczywistej barwy. Bardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać, aż zacznę ją nosić.


Poprosiłam mamę o piżamę z długimi spodniami i długim rękawem. Mam jedną taką, ale już brzydka się zrobiła a ja lubię w nocy ciepełko :) Ta jest z polaru i ma panterkowy wzór. Uwielbiam panterkę :)


Jeśli chodzi o panterki to dostałam śliczną kosmetyczkę. Na Instagramie obserwuję @Primark i widziałam jak tydzień temu wrzucili te kosmetyczki do galerii. Od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. Przyznam szczerze, że na żywo wygląda dużo lepiej niż na zdjęciu na Instagramie i tu.


W paczuszce dla mnie znalazły się także dwie bluzki. Najbardziej lubię te modele basic, bo można wyczarować z nich najróżniejsze stylizacje. Czasem wystarczy zwykła bluzka i do tego jakiś super naszyjnik i jesteśmy gotowe :) "Kanarkowa" niestety nie wyszła na zdjęciu tak jak powinna... 
W rzeczywistości jest bardziej fluo. Tu wygląda jak zwykły żółty kolor. 


I na koniec kilka drobnostek na zimę. Najbardziej zaskakujące są rękawiczki z kotem w koronie :) Cieszę się, że można w nich obsługiwać smartfona - dzięki temu nie muszę zdejmować rękawiczek i narażać rąk na zmarznięcie :)


Słodyczy też trochę przybyło, ale otworzę je na święta. Szkoda mi ich teraz zjadać :)

Udostępnij ten post