Monika-J

Święta... I po Świętach

Wiele przygotowań, mnóstwo wydatków, a nim się obejrzymy wracamy do pracy i codziennych zajęć. Nasze kochane Święta Bożego Narodzenia .. :)
Sklepy oblegane są przez klientów, którzy (w wielu przypadkach) wzięli chwilówki na świąteczne zakupy. Stoły uginają się pod ciężarem potraw, a pod choinką góra prezentów. 
Może i wyższa niż sama choinka? 
Nasze tegoroczne Święta były skromniejsze, ale i wyjątkowe z kilku powodów...

Pierwsza Wigilia, w której Laurka także siedziała z nami przy stole na "dorosłym" krześle, miała swoje talerze i sztućce, mogła jeść wszystko co było podane. Nawet piła kompot z suszonych owoców. Ja go nie piję bo sam zapach suszu mnie odrzuca. Zawsze zgodnie z tradycją ja mam sok, a wszyscy inni piją kompocik  :)

To także pierwsza Wigilia, na której miałam brzuszek. Nie z przejedzenia i zbędnych kilogramów, 
nie poporodowy jak w 2012 roku. Brzuch, w którym mieszka sobie mały Tobiasz. Oczywiście od rana już panika, że nie mam co założyć bo wszystkie sukienki wieczorowe są upięte. 
W końcu to już 35 tydzień ;) Poradziłam sobie jakoś i nie wyszło najgorzej. 

Pierwsza Wigilia, na której zrezygnowaliśmy z jednej z zup na rzecz ryby po grecku. Dodaliśmy też kutię. Niby różnica znikoma, ale dla mnie znacząca, skoro przez te dwadzieścia kilka lat dania Wigilijne co roku były identyczne. 

Najważniejsze co wyróżniało tę Wigilię od innych to to, że odbywała się w NASZYM własnym mieszkaniu z NASZĄ choinkę, którą SAMI ubraliśmy. Tak ... To było dla mnie wyjątkowe przeżycie. Dla Was może wydawać się, że to błahostka "pff czym tu się podniecać". 
Ja jednak czułam się super móc sama przygotować coś od siebie. Tym razem gotowałam zupę grzybową i przygotowywaliśmy rybkę. Mąż dodał od siebie kutię, bo u niego w domu się jada. Chciałam, by miał coś "swojego" :) Co prawda resztę przyniosła mama, ale myślę, że w przyszłym roku już więcej rzeczy zrobimy sami. Nie chciałam nic sknocić i czułam się bezpieczniej wiedząc, że zjem taki barszczyk jaki powinien być hi hi

Ubieranie choinki też było fajne. Laurka trochę nam pomagała. Królowały odcienie niebieskiego 
i srebra. Postawiliśmy na bombki plastikowe i było to dobre posunięcie, bo jak zobaczyłam, że Laura traktuje bombki jak piłki to ... Musielibyśmy kupować wszystko od nowa, gdybyśmy zaszaleli z bombkami szklanymi. 

Mam nadzieję, że Święta u Was również upłynęły w pozytywnej, rodzinnej atmosferze. 






Udostępnij ten post