Monika-J

Z dwulatką w kinie

Dziś Dzień Dziecka, a z tej okazji w naszym kinie seans dla najmłodszych był za darmo. Rodzice/opiekunowie mieli bilety za jedyne 5zł. Postanowiłyśmy z mamą wykorzystać okazję i zabrać Laurę do kina po raz pierwszy i zobaczyć jak to będzie.. :)




Seans zaczynał się o 13.30. Byłyśmy tam już od 13 żeby załapać się na bilety,
bo ludzi było raczej sporo.
Kupiłyśmy popcorn - co to za oglądanie bez popcornu.
Właściwie to nie napisałam na co poszłyśmy - "Gang wiewióra" całkiem śmieszna animacja.
No to pół godziny czekania ... Laurka siedziała grzecznie, zajadała prażoną kukurydzę. Potem jeszcze ostatnie wyjście do wc. Tuż przed rozpoczęciem bajki już zaczęła się kręcić i trzeba było tłumaczyć, że zaraz baja się zacznie, i musimy jeszcze chwilkę poczekać. 
Uf... 13.30 - jest muzyczka, są napisy! Laurka siedzi, zajada i ogląda.
Gdy wszyscy się śmieją ona też, choć z opóźnieniem i pewnie nie do końca wiedziała dlaczego ta sytuacja jest śmieszna. Godzina minęła, w międzyczasie córa z babcią dwa razy wyszła do wc.
Po godzinie koniec oglądania, choć zostało jeszcze30 minut bajki. Zaczęło się wymyślanie, że siusiu (tak, 5 razy siusiu, jasneeeee), a potem to już mówiła, że idzie "papa". Nie było zmiłuj. Babcia wyszła z Laurą, ja dokończyłam oglądanie ha ha.




Jeśli wybierzemy się znów do kina to tym razem praktycznie na styk, a nie pół godziny wcześniej. Wtedy będzie większa szansa, że Lura wysiedzi na całym seansie.
Druga nauczka: zajmiemy miejsca na początku rzędu, by nie zawadzać nikomu, jeśli Laurce znów 10 razy zachce się "siusiu". 

Mimo wszystko wyjście do kina oceniam na plus, bo widziałam jaką frajdę sprawiło to córci.
Radość i uśmiech dziecka są najważniejsze.

Udostępnij ten post