Monika-J

Witaj przedszkole!

To dziś! Ten dzień, w którym Laura rozpoczęła przygodę z przedszkolem. Duma mnie rozpiera!
Jak sobie poradziła? Zapraszam do czytania :)




Już od tygodnia Laurka chciała iść "do dzieci". Wczoraj zakupiłam worek, do którego włożyłyśmy wyprawkę. Jak widać do naszego przedszkola nie trzeba zabierać dużo rzeczy. Na dodatek to wszystko zostaje u nich i takim oto sposobem Laura niesie do przedszkola tylko misia. Przez pierwsze dwa tygodnie można brać ze sobą ukochaną przytulankę. Później jest wyznaczony na to dzień - u nas to piątek.
Podekscytowana byłam też moim pierwszym zebraniem rodziców. Poszłam na nie razem z mężem by poznał nie tylko budynek przedszkola, ale też wychowawców. Na dodatek jestem w "trójce rodzicielskiej" - mąż zgłosił moją kandydaturę ;)
 

Dziś o 7 wstałyśmy i wyszykowałyśmy się do wyjścia. Laura oczywiście porwała misia, ja wzięłam worek i wyruszyłyśmy. Nie powiem, że nie byłam zestresowana - skłamałabym wtedy. Niby wiem, że Laura jest dość samodzielna i cwana, potrafi sobie radzić, ale nikt obcy nigdy nie opiekował się Laurą. Zawsze była to moja mama lub np ciocia brała na spacerek. Tyle godzin z obcą osobą nigdy nie była. Bałam się, że pobiegnie się bawić a potem znudzi się i będzie za mną płakać.



Weszłyśmy do budynku i Laura już chciała iść na górę, ale trzeba przebrać buty. Zmieniła więc obuwie i wtedy poszłyśmy do sali na piętro. Weszła do środka i od razu ruszyła w stronę zabawek. Musiałam ją cofnąć by dać jej buzi i wytłumaczyć, że przyjdę po nią.Teraz dopiero mogła iść się bawić. Wyszłam ze ściśniętym gardłem i milionem myśli. Zastanawiałam się "ciakawe co teraz robi?". W domu czas troszkę się dłużył. Przyznam, że nawet mi się nudziło i ucięłam sobie drzemkę 
z Tobiaszem. Ciekawa byłam czy zje śniadanie, potem obiad i podwieczorek. 

O 14.00 wyszliśmy po Laurę. Przyszłam do sali, a ona mnie nawet nie zauważyła! ;) Nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać. Pani mówi: "Laura patrz kto przyszedł" a ona kroi sobie plastikową pizzę i udaje, że je :) Troszkę musiałam jej poopowiadać, że tata czeka, że dzidzi też jest bo inaczej by nie poszła ze mną do domu. 

Pierwsze pytanie wychowawczyni "czy Laura śpi w domu?" No śpi, choć nie zawsze. Czasem utnie sobie długą drzemkę. W przedszkolu jednak nie dała się położyć. Dzieci leżakowały a ta brykała między nimi i mimo upomnień pań nie położyła się. Może to przez to, że taki dzień w przedszkolu to dla mniej mnóstwo wrażeń? Mam nadzieję, że z biegiem czasu nauczy się leżakować z dziećmi.
Poza tym wszystko było w porządku a i ładnie zjadała posiłki. 

Jestem taka dumna!!!! Na pytanie czy jutro też pójdzie do przedszkola, oczywiście pokiwała twierdząco głową. 

Po powrocie do domu jeszcze energia ją rozpiera. Do tej pory się nie położyła, cały czas się bawi.
Nie wiem skąd dzieci mają tyle energii. 

Jutro kolejny dzień w przedszkolu i tak jeszcze przez kilka długich miesięcy :) 
Czas przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości.

PRZEDSZKOLAKOM (I NIE TYLKO) ŻYCZĘ WSZYSTKIEGO DOBREGO!
POWODZENIA! :)

Udostępnij ten post