Monika-J

Macierzyństwo nie takie straszne jak je malują - obalam 10 mitów

Z telewizji, internetu, gazet, poradników, opowiadań koleżanek dowiadujemy się jak to strasznie jest mieć dzieci, a najgorsze to te pierwsze miesiące. Ja nie podzielam tego zdania. Albo jestem szczęściarą, albo to wszystko co mówią/piszą to jakieś utarte przesłanki, mity i tym podobne dziwactwa ;) Opowiem Wam jak to jest u nas.

1. Nieprzespane noce
No właśnie ..... Straszą nas wszędzie matkami niczym zombie i całonocnym płaczem dzieci. Prawda czy fałsz? Nie wątpię, że niektórym mamom trafiają się "egzemplarze" nocne, ale na szczęście moje dzieci spały jak aniołki praktycznie od początku :)
Nawet, gdy przez miesiąc karmiłam piersią Tobiasza to budził się 2 razy w nocy ale tylko zjadł i spał dalej. Jedyną nocą, kiedy faktycznie mało spałam to było jakoś parę dni temu, gdy Tobi miał katar
i naprawdę ciągle się budził i płakał bo nie mógł swobodnie oddychać przez zatkany nosek.
Z Laurą też nie było problemów.

2. Kolki
Kolki to taka jakby legenda. Niby coś było, wszyscy o tym mówią, ale sama dobrze nie doświadczyłam kolek u moich skarbów. Laurka miała przez kilka dni. Atakowały zawsze między godz. 16 a 18, ale podawałam jej krople Infacol i jak ręką odjął - kolki ustały.
Tobiasz kolek nie miał, a nasłuchałam się, że to właśnie chłopcy miewają częściej te dolegliwości.

3. Bolesne ząbkowanie
Pomyślicie, że mam dzieci idealne. Oczywiście, że nie. Jednak pod tym względem naprawdę aż sama sobie zazdroszczę :) Z ząbkowaniem u Laury poszło szybko. Pierwszy był bolesny, ale wtedy tylko zapłakała chwilę intensywnym płaczem. Z resztą wtedy byliśmy też w dłuższej podróży samochodem, a nie lubiła za bardzo jeździć. Reszta zębów wychodziła dając znak jedynie lekko podwyższoną temperaturą. U Tobiasza zaś pierwszy ząb wyszedł, nawet nie wiem kiedy. Drugi ząbek pokazał się zaraz po pierwszym. Oby kolejne zęby wychodziły tak samo spokojnie :)

4. Dres i tłuste włosy
Wielu osobom matka kojarzy się z kobietą zaniedbaną, nie mającą czasu dla siebie. Owszem przychodzą gorsze dni, kiedy naprawdę nic się nie chce i wtedy faktycznie siedzę ubrana "po domu", bez makijażu i mam wszystko gdzieś. Na co dzień jednak staram się pomalować, ładnie ubrać, umyć włosy. Przecież jak Cię widzą tak Cię piszą! A i samopoczucie od razu lepsze się staje, gdy kobieta troszkę się wystroi ;) Zachęcam wszystkie mamusie do znalezienia chwili na ubiór i makijaż.

5. Nie można wyrwać się z domu
Serio? Ok, nie imprezuję co weekend, nie robię sobie codziennie wychodnego z koleżankami, ale tu też kłania się kwestia kasy. Żeby wychodzić codziennie z domu trzeba mieć z czym ;)
Nie rezygnuję jednak całkiem z wyjścia do ludzi. Najczęściej wychodzę z mamą i z Tobiaszem lub sama z mamą. Obejdziemy całe miasto i mam limit spacerów i zakupów wyczerpany ;) Posiadanie dzieci nie więzi nas w czterech ścianach 24h/dobę. Dzięki temu, że mam tak cudownych rodziców, którzy zostają mi z dziećmi mogę raz na jakiś czas wyjść z mężem do kina, czy poszaleć do białego rana na dyskotece. Pierwsza zabawa do białego rana była, gdy Laura miała 2 miesiące.
 Idę na studia - to też taka forma oderwania się od codzienności.
To wszystko kwestia dobrej organizacji, ale rzecz jasna rozumiem, gdy naprawdę ktoś nie ma z kim dziecka/dzieci zostawić. Ale z dzieckiem też można wyjść :) A to do figloraju, na plac zabaw, na zakupy, na zwykły spacer. Nie musimy kisić się w domu.

6. Dziecko "wisi" na piersi
Bałam się tego bardzo ... Że dzieci będę miała cała dobę przy piersi i nie będę miała czasu nawet do ubikacji wyjść. Na szczęście nie było tak strasznie :) Najedli się i poszli dalej spać. Czy w dzień, czy w nocy było identycznie. Jeść, spać, jeść spać. Laura jadła z piersi tydzień, Tobiasz miesiąc, jednak ani jedno ani drugie nie potrzebowało "wisieć" cały czas na piersi. "No, ale dziecko potrzebuje bliskości, tulenia, słuchania bicia serca" - mówią. No to słuchali serduszka. Kładłam sobie ich główki w miejscu, gdzie serce bije i tuliłam. Nie trzeba przy tym wystawiać piersi.

7. Jesteś mniej atrakcyjna dla męża
Powiem szczerze, że nie zauważyłam różnicy w stosunku mojego męża do mnie. Owszem, ja widzę swoje wady - chociażby zmienione piersi, czy brzuch jeszcze nie do końca doprowadzony do stanu sprzed ciąży (ale staram się hihi). Widzę rozstępy, które zostały mi po Laurze. On ponoć tego nie widzi ;) Ja za to widzę jak się stara, jak zabiega o mnie i jak bardzo daje mi do zrozumienia, że nadal mu się podobam. To ja raczej jestem tą stroną, która unika wszelkiego kontaktu bo jestem świadoma swojego ciała, które nie jest ładne. Czas chyba wreszcie siebie zaakceptować bo ile facet może znosić taką sytuację ..

8. Po ciąży jesteś gruba i tak już zostanie
Zacznijmy od tego, że nie każda kobieta tyje w ciąży 15, 20, 30 kg. Są kobiety (i im zazdroszczę), które tyją 6 kg a z porodówki wychodzą jak modelki. Jednak skupmy się na kobietach, którym nie było to dane. Ja przytyłam przy Laurze 17kg a przy Tobiaszu 18kg. Dla mnie to była taka mała tragedia - serio! Miałam fioła na punkcie szczupłej sylwetki i każdy nadprogramowy kilogram przyprawiał mnie o rozpacz.
Nie rozumiem kobiet, które urodziły dzieci i zostawiają sobie ten cały nadbagaż na ciele. Mają później "świetny" argument na pytanie dlaczego tak wyglądają. "No urodziłam przecież dziecko to jak mam wyglądać?" Kochane ... Wystarczy chcieć! Wystarczy powiedzieć sobie "dość" i zacząć zrzucać to co przybyło. Naprawdę da się. Jestem na grupie na Facebooku "Fit mamuśki sportsmama" i wiecie jakie metamorfozy codziennie oglądam? Matki dwójki, a nawet trójki i więcej dzieci wyglądają lepiej niż niejedna dwudziestolatka, która ma dopiero przed sobą macierzyństwo.
To nieprawda, że po ciąży nie można świetnie wyglądać. Chcieć to móc :)
Droga jest dłuuuga i żmudna (pewnie dlatego mamusiom się nie chce), ale opłaca się i nie jest to niemożliwe do osiągnięcia.

9. Ty zajmujesz się dzieckiem a mąż pilotem od TV
Powiem Wam w sekrecie (ta, blog i sekret ha ha ha), że mój mąż to ojciec idealny. Czasem są dni, kiedy to on zajmuje się dziećmi więcej niż ja - naprawdę! :) Wtedy aż mi głupio, ale bardzo się cieszę, że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji kiedy chodzi o dzieci.
Mąż ma też genialne podejście do nich. Zawsze jak odwiedza nas ktoś z pociechami to śmiejemy się, że mąż jest przedszkolanką (przedszkolankiem?). Chyba minął się z powołaniem i zamiast wydobywać węgiel powinien zostać zawodowym panem nianią ;)
Który tatuś stroni od opieki nad dziećmi? Łapka w górę! Przyślę mojego męża w ramach przeszkolenia hihi

10. Bo Tobie jako matce nie wypada tego, tego i tamtego!
No dobra umówmy się, że nie będziemy paradować z papierosem i piwem przy dziecięcym wózku. To już patologia, skrajność, masakra jednym słowem.
Ale dlaczego matce nie wypada iść do pubu z koleżankami, podczas, gdy dzieciątkiem zajmie się ukochana babcia czy tatuś? Czy dziecku czegoś zabraknie przez tych kilka godzin? Nie. Mamusia potańczy, pośmieje się, zrelaksuje, a szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.
Apropo wybierania się do clubu - w co się ubierzesz? No zapewne w jeansy, balerinki i bluzkę. No bo w sukience przed kolano i w szpilkach to już nie wypada - tak nie myślimy :) Pokażmy jak bardzo jesteśmy kobiece nawet po porodzie!
Wiecie czego jeszcze nie wypada? Zauważyłam kiedyś różne wypowiedzi na Instagramie i wychodzi na to, że jak mama ma włosy w kolorze czerwonym (lub innym niż standardowy kolor włosów) to zaraz uchodzi za jakąś patologię lub nastkę, która pije ćpa i wpadła. Naprawdę nie wiem skąd taki tok myślenia się wziął. Wiecie, że ładnie mi w różowych włosach? I nie zrezygnuję z chęci ich zafarbowania dlatego, że jestem matką.


A Wy macie jakieś swoje mity? Chętnie je poznam :)



Udostępnij ten post