Monika-J

Nie karmię, bo nie lubię.

"Karm, karm jak nadłużej!", "Karmisz? Nie?! Dlaczego?!", "Chyba nie kochasz swojego dziecka".
Znacie to ? Ja znam. Możecie mnie spalić na stosie, zlinczować, nie wiem co jeszcze. Nie karmię piersią bo tego po prostu nie lubię, ale kocham moje dzieci najbardziej na świecie!

Od pewnego czasu, zupełnie nie wiem dlaczego, miarą miłości do dziecka jest to, czy karmione jest matczyną piersią, czy też nie. Widok kobiety z noworodkiem na rękach karmionego butelką budzi natychmiastową lawinę pytań dlaczego owa kobieta nie karmi i na dokładkę cudowne porady laktacyjne.

Oczywiście są kobiety, które bardzo chciały karmić, robiły wszystko, by się udało, ale jednak skończyło się na podaniu mm. Niestety kobiety te żyją w ogromnym poczuciu winy, że nie mogą dać dziecku naturalnego mleka, tylko sztuczne. Dziś mamy karmiące mm są bardzo często krytykowane z powodu karmienia butelką.
Te mamy, które chciały podawać pierś, a podają mm są troszkę "rozgrzeszane", no bo się starały, ale nie wyszło. No to mamy lżejszy kaliber. Najgorzej mają się mamy, które od początku nie chciały karmić. Tu już wkraczają do akcji słowa typu "jak tak można?", "jak można dziecku zabierać to co najlepsze?", "nie kochasz swojego dziecka", "jesteś wyrodną matką" i tak dalej, i tak dalej.
Słowa o braku miłości do dziecka padły nawet z ust pani ginekolog na oddziale położniczym.

Skupię się na sobie i na moich odczuciach. Od razu podkreślam, że nie jestem sama. Trochę udzielam się na różnych mamusiowych grupach (szczególnie na grupach o karmieniu butelką) i są tam też inne mamy, które świadomie decydują się na podawanie butelki zamiast piersi.

Laura była karmiona krótko - ok. tygodnia. Właściwie odbywało się to w szpitalu bo bardzo bałam się personelu, który naciskał na karmienie. Moment karmienia doprowadzał mnie do płaczu. Było to tak bolesne, że na myśl, iż znów trzeba nakarmić miałam kompletnego doła. Już wiedziałam, że jak wyjdę ze szpitala będę chciała podać mm i mieć spokój. Tak też się stało. W dzień wyjścia wieczorem już mąż był w aptece po puszkę mleka. Odetchnęłam z ulgą. Od razu mój komfort życia się poprawił. Ja nie płakałam, Laura nie płakała - było bosko!

W ciąży z Tobiaszem już wiedziałam, że także szybko przejdę na mleko modyfikowane. Mówiłam sobie żeby tylko przetrwać szpitalne karmienie i w domu już na luzie karmić butelką. Tobiasz akurat bardzo ładnie jadł, nie bolało tak bardzo jak przy Laurze. W szpitalu co prawda dostawał już butelki z mm i wtedy mi trochę ulżyło, bo wiedziałam, że nie będę musiała tłumaczyć się położnej dlaczego podaję butlę a nie pierś. Powiem szczerze, że karmiłam Tobiasza piersią przez miesiąc. 
Po miesiącu powiedziałam dość.

Nie mogłam już znieść tych piersi pełnych mleka, tego mlecznego zapachu nawet ... Wszędzie czułam tylko mleko. Miałam wrażenie, że cała tym "pachnę". Te wkładki laktacyjne w biustonoszu, wyciekające mleko ....
Nie mogłam nawet ubrać się tak jakbym chciała bo musiałam wybierać ciuchy, w których łatwo się karmi... 
Marzyłam, by pochodzić wreszcie bez biustonosza, na luzie, a tu się nie dało bo mleko cieknie. Do tego uważanie, by nie dopuścić do zastoju, zapalenia i tym podobne. Raz musiałam obkładać piersi kapustą bo coś tam się pokomplikowało. Marzyłam już o tej wygodzie jaką jest butelka.

Jak się później okazało, podczas pobytu Tobiasza w szpitalu, ma on nietolerancję laktozy i tak czy siak musi być na mleku przepisywanym przez lekarza. Owszem - karmiąc mogłam trzymać dietę i eliminować mleczne produkty. Niestety nie jestem skłonna do aż takich poświęceń. Nie ma dla mnie kawy bez mleka, nie potrafiłabym zrezygnować z nabiału. 

Powiecie, że przy karmieniu butelką nie ma takiej więzi jak przy karmieniu piersią ... Szczerze mówiąc nie zauważyłam różnicy. Tak samo patrzymy sobie w oczy, mam go bardzo blisko siebie i tak samo się przytulamy. 

Choroby? Moim zdaniem to już kwestia indywidualna każdego dziecka. Nie przemawia do mnie argument, że dzieci na piersi są zdrowsze. Laura nie chorowała przez 2 lata życia. Zaczęła dopiero teraz, gdy poszła do przedszkola. Nie znam jednak dziecka, które przez pierwszy rok przedszkola nie było ani razu chore. 

Butelką też można karmić wszędzie i swobodnie. Przygotowanie mleczka zajmuje kilkanaście sekund. Żeby jeszcze bardziej ułatwić sprawę można zakupić butelkę, która sama podgrzewa wodę - to już w ogóle lux :)
(O tej butelce będę pisać szerzej w innym poście)

Drogie mamusie :)
Nie przejmujcie się docinkami ze strony innych osób. Nie dawajcie się wpędzać w poczucie winy. Pełny brzuszek to szczęśliwe dziecko, a szczęśliwe dziecko to szczęśliwa mama (i na odwrót:) ) A czy jest to mleko modyfikowane, czy mleko z piersi, nie może być to wyznacznikiem siły miłości do dziecka.

Szanujmy też nawzajem nasze wybory! Ja podziwiam mamy, które karmią piersią i absolutnie tego nie neguję, ale niech to też działa w dwie strony. Nie obrażajmy się, nie rzucajmy obelgami.

Każda mama doskonale wie co dla jej dziecka jest najlepsze i na pewno kocha je najbardziej na świecie!:)

Udostępnij ten post