Monika-J

Makijaż permanentny ust. Gdzie? Jak? Za ile? Czy warto?

Mój naturalny kolor ust jest dość blady i siłą rzeczy muszę je jakoś podkreślać. Niestety nienawidzę ich malować. Dostaję szału, gdy mam na ustach pomadkę. Na dodatek zazwyczaj nierówno się ściera, trzeba ciągle poprawiać makijaż by usta wyglądały bosko. Od pewnego czasu myślałam o makijażu permanentnym. W końcu jestem szczęśliwą posiadaczką "pomalowanych" ust na długo, bez poprawek, bez zjadania koloru. Jak wyglądała moja przygoda z makijażem permanentnym? Zapraszam na wpis.


Początki nie były łatwe. Mój pierwszy makijaż był wykonany przez panią, która się uczyła takowy wykonywać. Tak, tak ... Zgłosiłam się jako modelka na szkolenie z makijażu permanentnego. Zapłaciłam grosze. Pomyślałam, że taka okazja już się nigdy nie powtórzy a ja mogę mieć piękne usta. 
Niby wszystko było ok... Co prawda bolało jak cholera (sama tego chciałam, trzeba pocierpieć dla urody), ale kształt ust nie był spaprany, pokolorowanie też było nawet ok. Niestety wybrałam sobie kolor dość naturalny i niestety po złuszczeniu się skóry z ust mało co go na wargach zostało. Nie byłam zadowolona, bo w końcu chciałam, by moje usta wyglądały na pomalowane. Postanowiłam, że pójdę na "zabieg" drugi raz.

Gdzie?
Na drugi raz z makijażem permanentnym wybrałam salon EcoChic Organic Beauty Studio. Czytałam dużo pozytywnych opinii o tym miejscu. Rekomenduje je także OliVKA.
 Jak?
Byłam mega zestresowana bo wiedziałam jaki ból mnie zaraz czeka. Na początku oczywiście wypisałam ankietę zdrowotną, wypisałam kwestionariusz osobowy i dostałam listę zaleceń dotyczących pielęgnacji ust po zabiegu i kilka zakazów ;)
 Widać, że stres mnie zjadał :) Później okazało się, że niepotrzebnie :)
Następnie przeszłyśmy już do gabinetu, gdzie wszystko mi wytłumaczono krok po kroku. Nadszedł czas na makijaż. Leżałam sobie wygodnie, w tle słychać było muzykę. Na początku dobór koloru - zdecydowałyśmy, że najfajniejszy będzie taki czerwień wpadający w koral. Naprawdę ciężko określić jaki to był kolor :) Nadmienię, że salon pracuje na wysokiej jakości barwnikach firmy Biolek.
Następnie Pani obrysowała mój kształt ust i wypełniła kontur kredką. Wszystko po to by praca była jak najbardziej precyzyjnie wykonana. Przed makijażem właściwym usta posmarowane miałam maścią znieczulającą, która w krótkim czasie przestała działać, więc kontur ust troszkę bolał.
Po tym zaaplikowane miałam na wargi znieczulenie dentystyczne. To maść, która działa silnie znieczulająco 
i uwierzcie mi na słowo - nic a nic nie czułam! Byłam w ciężkim szoku, że makijaż permanentny może odbywać się BEZBOLEŚNIE! Wtedy już tylko leżałam, słuchałam warczącej maszynki ;)



 Po skończonym makijażu moje usta nie były praktycznie w ogóle spuchnięte. Tu szok nr 2 bo przy pierwszym makijażu jako modelka usta miałam dosłownie jak jakiś karp czy inne dziwne stworzenie z wielkimi warami. Bałam się, że tu też tak będzie, a wracałam na piechotę do domu hihi. Nic podobnego! Mogłam wyjść normalnie na dwór. Owszem, kilka osób się za mną oglądało bo makijaż zaraz po zrobieniu jest naprawdę intensywny. Tak wyglądały usta w dzień zrobienia makijażu (widać gdzieniegdzie zasinienia, ale to akurat normalne):

Później kolor dość trochę blednie bo skóra z ust schodzi jakoś 3 dni po zabiegu, ale tym razem widać, że jest różnica. Najfajniej jak posmaruje się błyszczykiem bezbarwnym (taki akceptuję) i wtedy podbija on kolor. Po miesiącu można jeszcze zrobić korektę, ale dopiero ocenimy czy jest ona potrzebna. Póki co jestem 6 dni po makijażu i jeszcze za wcześnie by ocenić ostateczny efekt.

Za ile?
Usta kontur + wypełnienie to koszt 600zł. W tej cenie zawarte jest także znieczulenie i korekta.
Czy warto?
Oczywiście, że warto! Jeśli tak jak ja, nie lubisz malować ust pomadką to na pewno takie rozwiązanie jest dobre. Najlepiej jednak wybrać intensywny kolor by po złuszczeniu ust widać było, że coś na tych wargach jednak jest. 

Za zdjęcia dziękuję Asi! ---> [KLIK]

Udostępnij ten post