Monika-J

Mój pierwszy raz w Gdyni, czyli SEE BLOGGERS 2016



Nie czarujmy się... Otrzymując email o tym, że dostałam się na See Bloggers byłam wniebowzięta, bo wiedziałam, że odpocznę od domowego chaosu. Zaraz oczami wyobraźni widziałam siebie wylegującą się na plaży :) Zaczęło się planowanie wyjazdu, szukanie transportu i tym podobne. Uwielbiam planować, dopinać na ostatni guzik, zbierać informacje. Jeśli chodzi o podróż to padło na pociągi. Moja radość była podwójna, bo mogłam przejechać się Pendolino, czego wcześniej nie czyniłam. Na dodatek do ukończenia 26 roku życia został mi kawalątek czasu (malutki, ale jednak) i zamówiłam bilety za pół ceny ;)
Nie podróżowałam samotnie. Jechałam razem z Magdą.
Wyjechałyśmy dzień wcześniej by napawać się kilkoma chwilami spokoju. Poszłyśmy na spacer na plażę a potem coś zjeść bo byśmy padły z głodu ;) (lada dzień pojawi się wpis apropo taniego i smacznego jedzonka w Gdyni)

Poranek w wyśmienitym humorze ale i z nutką niepewności. Kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Pierwszy raz byłam na takim dużym blogerskim wydarzeniu. Jeśli jeździłam na spotkania to raczej w kameralnym gronie. Tu grono było odrobinę(?) większe bo przyjechało ok 1000 osób!
Już na wstępie muszę powiedzieć, że szacun, szacun, ogromny szacun dla organizatorów. Ile pracy trzeba włożyć by zorganizować taki event. Podziwiam :)

Przy rejestracji na wydarzenie otrzymaliśmy identyfikatory i pakiecik powitalny. Ruszyłyśmy rozejrzeć się gdzie, co i jak. Witały nas piękne i pachnące stoiska kosmetyczne. Stanowisko firmy Gosh oferowało makijaż, z którego oczywiście skorzystałam, by nie musieć się malować samodzielnie na wieczorną imprezę. Dzięki Oillan i badaniu skóry już wiem na co zwrócić szczególną uwagę w pielęgnacji. Panie ze stoiska Eveline specjalnie dla nas wybierały nowości kosmetyczne, które otrzymałyśmy na własność, a perfumy Federico Mahora otulały nas pachnącą mgiełką. Mój zapach to 416 - idealny na lato :) Odwiedziłam też stoisko Michel Mercier z świetnymi szczotkami do włosów. Niestety nie udało mi się zapisać na warsztaty z pielęgnacji włosów, więc na pocieszenie otrzymałam szczotki: jedna dla Laury, a jedna dla mnie. Na parterze ciągle pachniało jedzeniem bo właśnie tam urządzona była strefa dla blogerów kulinarnych. Można było gotować ze znanymi kucharzami np. z Josephem Seeletso. Najdłuższa kolejka ustawiała się po pyszną kawę z ekspresu Siemensa. Po zdrowe przekąski można było sięgnąć na stoiskach Netto oraz Fit&Easy. Szczerze mówiąc to już nawet nie wszystko pamiętam, tyle tego było :)
Po kilku prelekcjach i już po wykonanym makijażu udałyśmy się na lunch sponsorowany przez firmę Barilla. Pyszne makarony i sosy <3 Chwilka odpoczynku i w drogę na kolejne warsztaty!
 Popełniłam jeden błąd zapisując się na poszczególne zajęcia. Nie popełnię go w przyszłym roku :)
Mianowicie: trzymałam się głównie strefy edukacyjnej i parentingowej. Nie szłam w ogóle na strefy, których mój blog nie dotyczy a szkoda. Nie mówię tu oczywiście o gotowaniu, bo akurat na to faktycznie niech idą kulinarni - ja bym się tam zbłaźniła ;] Ale na kosmetyczne czy fotograficzne mogłam spokojnie się zapisać bo jednak mogłoby mi się to przydać. Za rok skorzystam z warsztatów na maksa!

Jeśli chodzi o prelekcje, w których uczestniczyłam to nie ukrywam, że po pierwsze: miło było zobaczyć na żywo tych "większych" blogerów, a po drugie naprawdę mądrze gadali :) 
Tematy bardzo ciekawe i napewno skorzystam ze wskazówek o jakich mówili prelegenci. Mam nadzieję, że z czasem zaowocują one w rozwój mojego bloga.
W strefie parentingowej rozmawialiśmy m.in o żywieniu dzieci, czy stricte o blogowaniu, ale z punktu widzenia blogujących rodziców.
 Na koniec pierwszego dnia See Bloggers zaplanowano imprezę integracyjną :) Tematem przewodnim był styl boho i każdy mógł zaszaleć z dodatkami :) Królowały wianki na głowach i frędzle. Ja też coś tam wykombinowałam i wyszedł mi taki strój:
 Na sali czekały na nas pyszne trunki, napoje i świetna muzyka. Bawiłam się bardzo dobrze aż do momentu, gdy stopy w obcasach odmówiły posłuszeństwa. Może i dobrze bo na drugi dzień byłam w miarę wyspana, a czekały nas kolejne prelekcje i warsztaty a potem ... podróż powrotna.
W niedzielę wieczorem zapakowałyśmy się do pociągu i pożegnałyśmy Gdynię. 
W głowie milion myśli, szufladkowanie informacji, trochę żalu, że już koniec, radość, że zobaczę już dzieci
 i męża. Takie wyjazdy są naprawdę fajne i wartościowe:
- odwiedziłam nowe miejsce
- poznałam wielu ciekawych ludzi
- zgromadziłam wiele cennych rad i informacji
- odpoczęłam i naładowałam baterie
- wybawiłam się na imprezie
- przywiozłam trochę kosmetyków ;)
Można tak wymieniać i wymieniać. Jedno jest pewne: 
GDYNIO, SEE BLOGGERS - WIDZIMY SIĘ ZA ROK!

Udostępnij ten post