Monika-J

Matka tańczy na rurze?! Pole dance - moja trzecia miłość





Pole dance jeszcze wielu osobom kojarzy się z wypinaniem tyłka przy rurce do napalonych facetów. Ja za każdym razem uczulam: pole dance a go-go w klubach to naprawdę coś innego. Można sobie pomyśleć, że chodzę na zajęcia i wiję się jak kotka wokół drążka pionowego, ale nie .... To nie w tym rzecz :) Oczywiście istnieje też rodzaj pole dance o nazwie exotic (na wysokich obcasach), ale ja go aktualnie nie trenuję.
Jeszcze inni ludzie mogą czuć zgorszenie, no bo jak to .... Matka? Matka na rurce? Przecież to nie wypada! Co dzieci powiedzą?! Straszne ..... ;) Jedno jest pewnie: nieważne co ktoś mówi, ja i tak nie zmienię swojej pasji. Uwielbiam to co robię i chcę więcej!
Jak to się zaczęło?
Tak naprawdę przygoda pole dance zaczęła się w 2013 roku, gdy kilka miesięcy po urodzeniu Laury szukałam dla siebie jakiejś aktywności fizycznej. Wtedy wpadło mi na myśl trenowanie na rurce. Chciałam móc robić takie piękne figury i akrobacje jakie widziałam na filmikach na YouTube.
Znalazłam więc szkołę tańca kilkanaście kilometrów od domu i jeździłam na zajęcia. Po 4 miesiącach niestety przestałam chodzić a później i tak okazało się, że jestem w ciąży z Tobiaszkiem, i nie mogłabym uczestniczyć w zajęciach (chociaż .... widziałam kobiety w ciąży trenujące pole dance, ale ja nie jestem taka odważna...).
Tęsknota....
W 2016 roku, a nawet już pod koniec 2015 zaczęłam za tym tęsknić ... Podglądałam na Instagramie inne dziewczyny, które trenują i bardzo mocno w myślach prosiłam by ktoś otworzył szkołę w moim mieście bym miała bliżej na zajęcia. I wiecie co? Ktoś chyba tych próśb wysłuchał ;) Mąż wracając ze spaceru oznajmił mi, że mignął mu szyld i napis, że wkrótce otwarcie studio pole dance. Rozpoczęłam więc poszukiwania w internecie i znalazłam go! Na początku jeszcze 100 razy upewniałam się czy aby mężowi się nie przewidziało ;)
1 sierpnia stałam się już posiadaczką karnetu i poszłam na pierwsze zajęcia do Studio POLE DANCE WORKOUT po tak długiej przerwie. Oj tęskniłam i to bardzo!
Moja trzecia miłość... 
Gdy idę na zajęcia to zapominam o świecie - serio! Pochłania mnie to do reszty. Czes płynie tak szybko, że za każdym razem jak przechodzimy już do rozciągania na koniec mam w głowie: "ale jak to? Już?? Jak to zleciało...".
Cudowne jest widzieć za każdym razem własne postępy. We wtorek na zajęciach nie potrafię wykonać jakiejś figury a na kolejnych już mi zaczyna wychodzić - to jest piękne!
Jeszcze lepsze jest pokonywanie własnych słabości i strachu. Bardzo bałam się wisieć do góry nogami aż pewnego dnia po prostu musiałam to zrobić i koniec kropka! Wyszło? Wyszło i nawet bardzo mi się spodobało. Wiele razy oglądałam na zdjęciach różne figury czy obroty i myślałam sobie: "kurczę, jak to możliwe? Przecież nie da się tak utrzymać ciała" po czym poszłam na zajęcia i uczyłam się właśnie tego co teoretycznie było niemożliwe do wykonania ;) Pomijam już fakt, że często mam sporo siniaków na ciele - to taki mały skutek uboczny treningów. Powiem, że nawet zaczęłam je lubić i patrzę z dumą bo wiem, że pojawiają się po ciężkim wysiłku a on właśnie bardzo popłaca. Siniaki znikają a umiejętności pozostają.
Więcej zalet? Proszę bardzo:
Pole dance świetnie angażuje mięśnie, zwiększa naszą siłę i kondycję. Dzięki temu, że całe ciało jest w to zamieszane to ładnie się modeluje, spalamy tkankę tłuszczową, mamy to ciało jędrniejsze.
Ta dyscyplina wpływa nie tylko na wygląd zewnętrzny ale także na naszą psychikę: nabieramy większej pewności siebie, pozbywamy się napięcia i stresu. Wiecie ile endorfin buszuje w ciele po takim treningu? To trzeba poczuć ;)
1 lutego minie pół roku mojego "romansu" z pole dance. Mam nadzieję, że będzie on trwać i trwać
a ja będę mogła szczycić się coraz to lepszymi umiejętnościami <3
Jak na razie moim największym osiągnięciem były udane warsztaty z Anne-Marie Kot  - wielokrotną mistrzynią pole dance (jeśli oglądacie "Mam Talent" to na pewno widzieliście jej występy). Dlaczego to dla mnie aż takie ważne? Jestem z siebie dumna, że po zaledwie 4 miesiącach wytrzymałam 1,5 godziny mega intensywnego treningu z figurami, jakich jeszcze nie trenowaliśmy na zajęciach (i to na rurce obrotowej a nie statycznej!). Naprawdę poziom był wysoki i cieszę się, że miałam możliwość uczestniczyć w tych warsztatach. Nie wiem czy jeszcze kiedyś miałabym taką okazję.
Czy wiążę przyszłość z pole dance?
Nie wykluczone, że tak. Nie wiem jak mi będzie dalej szło, czy będę dawała radę na coraz wyższych poziomach, ale mam nadzieję, że tak. Nie wykluczam też opcji zrobienia kursu instruktora, ale to jeszcze dłuuuuuga droga. Póki co cieszę się tym co mam i oczywiście będę się dalej rozwijać. Co dalej? To już zobaczymy jaki scenariusz jest mi pisany ;)

Dziewczyny! Jeśli się wahacie, jeśli macie wątpliwości to polecam spróbować. Być może okaże się, że faktycznie to nie dla Was, a może zakochacie się tak jak ja? Lepiej spróbować i ewentualnie żałować niż żałować, że się w ogóle nie spróbowało :)

Udostępnij ten post