Monika-J

Walentynkowy fit maraton w Studio POLE DANCE Workout

Nigdy nie wyskakałam się tyle co 11 lutego - wtedy odbył się walentynkowy maraton, podczas którego  mogłyśmy wypróbować nowe formy aktywności. Lista uczestniczek zapełniła się błyskawicznie a telefon organizatorki był rozgrzany do czerwoności ;)
Nie dziwię się bo za jedyne 25zł mogłyśmy spalić milion kalorii bawiąc się przy tym doskonale ;)
Sprawczyniami całego zamieszania były: Marzena z Fit Frog fitness i Kasia ze Studio Pole Dance Workout.
Dla mnie maraton rozpoczynał się o 12.00 bo byłam w grupie nr 2. Na pierwszy ogień poszły trampoliny "Jumping frog". Widziałam końcówkę treningu pierwszej grupy i pierwsza moja myśl to było "o matko.... na co ja się zapisałam :O ducha wyzionę". Szczerze powiem, że z fitnessem na trampolinach miałam do czynienia pierwszy raz w życiu i stresik był. Czy dam radę, czy nie spadnę przypadkiem na podłogę hahaha. Instruktorka podkreśliła, że najważniejsze to dobrze się bawić, więc przełączyłam myślenie na pozytywne, wsłuchałam się w muzykę i poszło. Momentami było ciężko, ale dałam radę. Po tych 40 minutach skakania zadyszka murowana hihi Tu muszę podkreślić, że naprawdę bardzo, ale to bardzo podziwiam Marzenę bo prowadziła te zajęcia 4 bloki pod rząd i skubana nic a nic się nie zmęczyła haha naprawdę szacun!
Kolejne zajęcia to znów 40 minut skakania, ale tym razem w specjalnych butach. Również był to mój pierwszy raz. Ba, nawet wcześniej nie słyszałam o Kangoojump. Buty przypominają rolki, tylko tu nie ma kółek a taką hmm.... płozę? W każdym razie są sprężyste i fajnie się na nich skacze. Oczywiście pierwsza myśl to było zastanawianie się jak wstać po założeniu. Gdy już się wstało to modlitwa o to by się nie wywrócić haha Na początek jeszcze miałyśmy rundkę wokół sali tak właśnie by się zapoznać z nowym obuwiem :) Ah, jakie nogi w nich długie, jak w najlepszych szpileczkach :) Tu także kondycja dała o sobie znać, pot lał się strumieniami, nogi bolały, ale to wszystko później przeszło a satysfakcja zostaje na długo :) Zawsze to coś innego, nowe doświadczenie.
Ostatnia część maratonu to już pole dance, na który sił nie starczyło haha resztkami tchu wchodziłyśmy na rurę. Kasia pokazała nam 3 nowe figury. Coś tam wychodziło, ale nie na tyle bym mogła Wam tu jakieś zdjęcie wkleić hihi. Dziś tylko widzę na nogach piękne siniaki, ale to nic! Tak jak już pisałam... Chwilowy ból, siniak, pot - to wszystko znika a fajne wspomnienia i nowe doświadczenia zostają. Zachęcam do próbowania nowych rzeczy nawet tych najdziwniejszych :):):) No i .... czekam na kolejne maratony!

Udostępnij ten post