Monika-J

Weekend bez dzieci - romantycznie w hotelu Kotarz Spa&Wellness


Na dzień wyjazdu czekaliśmy z niecierpliwością od października, bo właśnie 12.10.2016 (w moje urodziny) kliknęłam "rezerwuj". Tak oto rozpoczęłam odliczanie do 17 lutego :) Doszło to do mnie dopiero, gdy zaczęliśmy pakować torby. Najbardziej się martwiłam, że Tobiasz nie wytrzyma tak długo poza domem. Jest inny niż Laura. Laura to może wręcz mieszkać u dziadków - ona nie ma z tym najmniejszego problemu. Zaś Tobi po kilku godzinach już zbiera się "pa pa". Na szczęście poszło gładko i nawet nie zapłakał przy pożegnaniu. Oto ta chwila, gdy "starzy" rozpoczęli swoje wyjazdowe na dobre haha :)

Nastawiłam więc nawigację aby pokierowała do Hotelu Kotarz w Brennej. Po 40 kilku minutach byliśmy już na miejscu. Różnicę poczułam natychmiast bo u nas prawie ani grama śniegu nie było a tam pięknie sypał i było bialutko. Najśmieszniejsze było to, że zaraz obok hotelu była Biedronka i Pepco a baliśmy się, że najbliższy sklep będzie oddalony o dobrych kilka kilometrów.
Hotel nie jest ogromny, ale też nie jakiś kameralny. Świetnie urządzony - taka klasyka, ale w nowoczesnym wydaniu. Coś pięknego! Powitała nas Pani w recepcji i wydała kartę do pokoju. Udaliśmy się windą na ostatnie piętro, gdzie znajdował się nasz pokój. Z windy można było podziwiać widoki bo nie miała tylnej ścianki tylko szybę. Widać też stok narciarski oraz lodowisko (jakieś 300m od hotelu). My co prawda nie korzystaliśmy, ale dla lubiących zimowe szaleństwa to super opcja.
Żeby nie było, że tylko winda nam w głowie ;) Po posiłkach warto było po schodkach wbiegać żeby spalić co nieco ;) Do posiłków jeszcze wrócę, ale nadmienię kilka słów o pokoju.
Urządzony w starym stylu, bardzo przytulny i elegancki. Łóżko duże i wygodne. Najbardziej przypadł mi do gustu uroczy, drewniany sekretarzyk.
Łazienka czysta, miła dla oka i nawet duża - można się swobodnie poruszać. Kosmetyki, ręczniki i suszarka były w wyposażeniu łazienki. Plus za kosmetyki bo były naprawdę fajne - zapach śliczny i nie powodowały wysuszenia skóry - bardzo miłe zaskoczenie.
Pierwszego dnia nie korzystaliśmy zbytnio ze strefy Wellness. Za to chwilę po przyjeździe udaliśmy się na obiadokolację. Jedzonko było bardzo różnorodne i nie sposób wszystkiego spróbować bo by nam brzuchy pękły. Każdy znalazł coś dla siebie i na zimno i na ciepło. Muszę pochwalić kawę - była pyszna! Rzadko się zdarza by w termosach stała tak dobra kawusia. Po kolacji jeszcze odpoczynek w pokoju a na drugi dzień już śniadanko i pół dnia na basenie i w saunach ;) Śniadanko jakie jest każdy widzi. Tu też było sporo jedzonka i na zimno, i na ciepło, na słono i słodko.
Strefa Wellness bardzo przyjemna. W ofercie jest basen, jacuzzi, grota solna, pokój relaksu i kilka rodzajów saun (w cenie noclegu!). Ja wybrałam się do sauny aromatycznej, która nie była tą najbardziej gorącą. Nie wysiedziałabym w takiej ekstremalnej ;) W tej i tak wytrzymałam tylko 10 minut. Zapach ziół unosił się w powietrzu, pooddychałam sobie i zrelaksowałam się. Po takim seansiku saunowym można było wylać na siebie wiadro zimnej wody - ja nie jestem taka odważna, ale mój mąż tak robił. Mi wystarczył zwykły prysznic ;) Chociaż w sumie nie taki zwykły bo prysznice były w takich choćby jaskiniach a podświetlane były kolorowym światłem - coś pięknego ...


Niestety nie umiem pływać, ale na basenie były piankowe pałki, dzięki którym unosiłam się na wodzie i nawet coś tam pomachałam nogami ;) Później już poleżałam sobie w jacuzzi i na leżaczkach przy basenie relaksując się, ale też rozmyślając co tam u dzieci słychać. Obowiązkowo telefon do mamy 2 razy dziennie. Jednak nie potrafię się aż tak w 100% wyłączyć choć wiem, że dzieci mają idealną opiekę. To chyba już każda mama tak ma ;)
Po takim błogim dniu w strefie relaksu sen mieliśmy niezły. Zasnęliśmy jak dzieci haha
W niedzielę o 12 już trzeba było oddać pokój. Zrobiłam to z wielkim żalem bo chciałam zostać jeszcze dłużej choć o jeden dzień. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Aby umilić sobie powrót to po drodze wstąpiliśmy do restauracji "Owce i róża", w której odbyły się Kuchenne rewolucje. Zamówiliśmy kwaśnicę na baraninie, kassler z plackiem ziemniaczanym w sosie węgierskim oraz naleśnik z wiśniami i koglem moglem a do picia smaczny kompocik. Było naprawdę pysznie, porcje ogromne i niedrogo :)


Ahhhh takie wypady naprawdę dobrze robią. Z całego serca polecam Hotel Kotarz i wrócimy tam jeszcze, ale tym razem z dziećmi. To miejsce jest bardzo przyjazne rodzinom z pociechami. Dużo się dzieje także w porze letniej bo przy hotelu jest basen i efektowny park linowy. Spacerować można promenadą wzdłuż rzeki a ja wyobrażam sobie tam siebie jak jeżdżę na rolkach ;)


Udostępnij ten post