Monika-J

Na ten dzień czekałam całe życie - jestem modelką na pokazie bielizny.

Jeśli chodzi o modeling to miałam troszkę doświadczenia jako fotomodelka. Przed obiektywem pozowałam najwięcej w 2010-2011 roku. Miałam nawet konto na Maxmodels, ale potem usunęłam.
Często myślałam sobie jak to jest na wybiegu, a nie tylko wyginać się przed fotografem. Niestety wzrost zawsze mnie przekreślał bo mam jedyne 160cm, a ogłoszenia dotyczące modelek wybiegowych tyczyły się kobiet od 175cm wzwyż. Tyle bym osiągnęła zakładając potężne szpile hihi
O mojej pierwszej całkiem przypadkowej przygodzie z wybiegiem pisałam w TYM poście. Wtedy prezentowałam sukienki a do bielizny wyznaczone były inne dziewczyny.

Dziś szczerze przyznaję...
Czułam ukłucie zazdrości, że ja wtedy nie mogłam się przejść a z drugiej strony jakoś jeszcze chyba nie byłam gotowa. Nie miałam na tyle wysokiego poczucia własnej wartości by półnago wyjść do widowni (nawet jeśli były to same kobiety na babskiej imprezie). Pozostał jednak we mnie mały niedosyt, o którym właściwie zapomniałam aż do 1 marca ....

Znów przypadek?
1 marca ujrzałam na profilu koleżanki, udostępniony post o poszukiwanych modelkach do pokazu bielizny na targach ślubnych. Momentalnie dostałam gęsiej skórki a moje ciało przeszyło mega podekscytowanie. Bez chwili namysłu zdecydowałam się zgłosić. No kurczaki, nie po to zrzuciłam parę kilo, by chować się pod wszyściutko zakrywającymi ubraniami ;)
Od słowa do słowa... Stało się! Przeurocza Monika z Manificco zaprosiła mnie do współpracy.
3 marca już miałam przymiarki a 5 marca występ.
W dzień targów byłam bardzo podekscytowana a jednocześnie zestresowana, oczywiście nic też nie zjadłam haha
Wyjścia miałyśmy dwa: jedno w bieliźnie ślubnej a drugie w codziennej. W tej bardziej drapieżnej stylizacji czułam się bosko! To jak? Anielica czy Diablica? :):):)
 Fryzury i makijaż miałyśmy zapewnione. Na pierwszy ogień poszła stylizacja ślubna. Biały biustonosz i majteczki koronkowe z wysokim stanem to strzał w 10! Do tego miałyśmy małe ślubne bukieciki. Tiulowe spódniczki pozwoliły nam poczuć się jeszcze pewniej, bo nie świeciłyśmy bezpośrednio gołymi pośladkami ;) Całość uroczo się prezentowała.
 Drugie wyjście już trochę mniej grzeczne - świetny kontrast! Całość dopełniały koronkowe maski rodem z "50 twarzy greya". Czarna tiulowa spódniczka znów dodała pewności siebie. Czułam się rewelacyjnie!
"Ja bym się nie odważyła, podziwiam" pisze jedna z czytelniczek. Powiem szczerze, że jeszcze jakiś czas temu też bym nie potrafiła wystąpić. Teraz uważam, że nie mam nic do stracenia a mąż jest wręcz dumny. Nie szłam przecież nago. Zdaję sobie też sprawę, że nie jestem typem kościotrupa czy "wieszaka", ale taki był zamysł pokazu - bielizna dla każdej z Was a nie tylko dla kształtów idealnych (lub też braku kształtów jak to bywa u niektórych modelek) :) Jestem z siebie dumna a te pokazy pomagają mi pokonywać swoje słabości i wychodzę ze strefy komfortu. Teraz naprawdę mogę dopisać sobie +1000 punktów do pewności siebie i akceptacji własnego ciała. Nie wstydzę się tak bardzo jak kiedyś i nawet mogę stwierdzić, że lubię siebie. Oczywiście, że nie popadam
w samozachwyt i jestem świadoma, że nie jest idealnie, ale akceptuję to.

Mogłabym tak codziennie... Mówię serio! Bardzo się cieszę, że zaraz po tym pokazie, a dokładnie 10 marca mogłam uczestniczyć w kolejnym występie. Miejsce to samo, ale impreza inna. Tym razem bieliznę prezentowałyśmy na imprezie z okazji Dnia Kobiet.  Wyjścia miałyśmy trzy: jedno w tej bieliźnie co na targach (wersja niegrzeczna), drugie w koszulce nocnej/piżamce a trzecie to już przywołanie ciepełka - stroje kąpielowe. Na moim Fanpage oraz Instagramie udostępniałam filmiki
z pokazów - zapraszam do oglądania :)

Co oprócz satysfakcji? Cudowne znajomości! Dziewczyny, z którymi szłam na targach ślubnych
a także na drugim pokazie są bardzo sympatyczne, pozytywne, mądre i PIĘKNE!
Bardzo się cieszę, że je poznałam i utrzymujemy kontakt. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy przy okazji kolejnego pokazu i nie tylko!

Udostępnij ten post