Monika-J

ZOO Ostrava - warto pojechać ?




Do Ostravy mieliśmy się wybrać już rok temu. Może nawet więcej niż rok, ale nie wyszło. Nie mieliśmy żadnych planów na tegoroczną Majówkę więc postanowiliśmy uskutecznić nasz wypad właśnie 1 maja. Pogoda zapowiadała się piękna i to tylko w ten jeden dzień. Grzech było więc siedzieć w domu. Na stronie ZOO wszystko czytelnie wyjaśnione, cennik także tam widnieje, więc obliczyłam potrzebną ilość koron i posłałam męża do kantoru.
Do ZOO mamy bardzo blisko bo raptem 44km (to nawet odrobinę bliżej niż do Chorzowa). 35 minutek i już jesteśmy na miejscu. Trasa komfortowa bo jedziemy autostradą.

W ZOO płacimy tylko w koronach (aaaale, ale była tam jedna knajpka, gdzie przyjmowali złotówki - znajdowała się niedaleko żyraf, zebr, wielbłądów).
Dojechaliśmy na miejsce i od razu policjanci kierowali auta na osiedle bo przy samym ZOO nie było już miejsc parkingowych. Ucieszyliśmy się bo to oznaczało darmowe parkowanie a nie za 45 koron. Za to kupiliśmy sobie lody, ale o tym później ;)
Przeraziła mnie długość kolejki do kas :O Uwierzcie mi, że chciałam się wracać do domu bo stania było na 2 godziny. Na szczęście przypadkiem  się złożyło tak, że miłe małżeństwo z początku kolejki zawołało nas byśmy weszli przed nich (opłaca się zawierać znajomości na ławeczkach przy wejściu haha).
Wstęp kosztował 100 koron dla osoby dorosłej a dla dziecka od 3 lat 80 koron. Do 3 lat jest za darmo.
Zaraz na początku można wypożyczyć dla dziecka drewniany wózek, ale my nie skorzystaliśmy. Koszt wózka to 30 koron + kaucja 300 koron.
Jest także możliwość przejażdżki ciuchcią - skorzystamy następnym razem. Płaci się 30 koron za osobę. Widziałam, że nawet z wózkami dziecięcymi tam wchodzili także to nie problem ;)
Od razu mówię, że całego ZOO nie zwiedziliśmy. Zostały nam jeszcze mokradła, pszczela ścieżka, motyla łąka. Najbardziej zależało nam na obejrzeniu wszystkich zwierząt. Kolejnym razem dołożymy do spaceru te pominięte elementy. To był nasz pierwszy raz  - taki bardziej zapoznawczy gdzie, co i jak :)
Jeśli chodzi o gastronomię to co kawałek są knajpki z jedzonkiem, kawą, piciem a także restauracja. My akurat tam nie jedliśmy bo zabraliśmy z domu kanapki. Gdy czekaliśmy w kolejce po lody (już poza ZOO) to pani stojąca za nami strasznie narzekała, że gastronomia lipna i ogólnie była jakaś taka zniesmaczona tym wszystkim. Pomyślałam sobie tylko, że przecież do ZOO jeździmy zwierzaki oglądać a nie jeść... Oczywiście człowiek zgłodnieje po takim spacerku, ale uważam, że to co tam serwują spokojnie starczy. Nie wiem... Może oczekiwała restauracji z gwiazdką Michelin....
Placów zabaw też jest kilka, więc tak naprawdę można tam spędzić cały dzień bo jak dzieci się dobiorą do zabawy na placu to czas leci nieubłaganie ;)
Miejsca do odpoczynku także pełno - co kawałek ławki, mnóstwo terenów zielonych a nawet leżaki drewniane.

Co do zwierząt - oczekiwania nasze zostały spełnione jak najbardziej. Laurze zależało na słoniu bo jak byliśmy w Chorzowie to słoni brakło :( Tu były przepiękne, indyjskie. Akurat trafiliśmy na ich mycie więc była dodatkowa atrakcja. Bardzo podobały mi się też lwy. Gdyby nie szyba, za którą się znajdowały to spokojnie złapałabym go za ogon :D Leżały tuż przed nami - coś wspaniałego. Były też rysie, pantery, małpy, żyrafy, wszelkie ptactwo, ryby.... Mnóstwo tego. Pawilon z nocnymi zwierzętami też był fajny. Wchodziło się do pomieszczenia, w którym było tak ciemno, że nic nie było widać - oprócz zwierzątek, które oświetlało delikatne, niebieskie światło. Ogólnie w pawilonach było całkiem przyjemnie (oprócz smrodku, który no niestety, towarzyszył nam), w miarę czysto. Tam gdzie znajdowały się hipopotamy, czułam się trochę jak w Palmiarni w Gliwicach. Też dużo roślin, drewna, schodów ;)Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z tej wycieczki.
Nie sposób umieścić tu fotografii wszystkiego co widzieliśmy, ale jest choć część. Trzeba po prostu pojechać i zobaczyć na żywo.

Flamingi tak bliziutko a nie z daleka jak to zawsze widywałam.


Dzieci (no i ja!) miały frajdę ze spotkaniem ze zwierzętami domowymi - tu akurat kozy. Można je karmić smakołykami dostępnymi w automacie (garść za 5 koron).

Tobi zafascynowany lwem - szok, że były tak blisko!

Małpka karmiąca - pięknie wygląda prawda? Takie rzeczy widziało się tylko w TV na jakichś kanałach przyrodniczych a tu na żywo ;)

Tobi i Laurka trzaskają kukurydzę :D

Żyrafy też mnie zachwyciły. Nigdy nie widziałam ich tak blisko. Aż chciało się je pogłaskać :) Przepiękne zwierzęta..

Czy warto pojechać do ZOO w Ostravie? Oczywiście, że tak. My zawitamy jeszcze nie raz.
P.S bardzo dobre lody mają w budce na parkingu przy ZOO. Najmniejszy (detsky) w cenie 10 koron, średni (maly) w cenie 15 koron i duży (velky) za 25 koron. Nigdy nie jadłam lodów z automatu o smaku kokosowym a tam takie mają - rewelacja! Pyszne, gęste, nie za słodkie - idealne.

Kolejne wycieczki planujemy do ZOO we Wrocławiu i Opolu. We Wrocławiu byłam, ale to jeszcze zanim wybudowali Afrykarium. Wtedy był dopiero plan budowy i wykopane dziury ;))

Udostępnij ten post